Miałam już pieniądze. Jechałam właśnie do Oliviera. Zaparkowałam samochód i zapukałam. Otworzył mi drzwi, widać było, że dopiero wstał
-Lucy-powiedział ziewając
-Masz tu pieniądze na operacje
-Lucy Ty krwawisz
-To tylko draśnięcie
-Chodź opatrzę Ci to
-Nie mam czasu
-Zajmie mi to 5 minut a Tobie może wdać się zakażenie i możesz stracić rękę tego chcesz?
-Nie
-No to nie masz wyjścia-weszłam do środka. Usiadłam na kanapie. Olivier poszedł po apteczkę. Wrócił z nią i zrobił mi opatrunek
-O której jest operacja?
-O 14. Przyjadę po was
-Okay
-Boisz się?
-Jak nigdy dotąd. Teraz kiedy ją odzyskałam może umrzeć. Nigdy sobie tego nie wybaczę. Proszę powiedz, że zrobisz wszystko, żeby ją uratować
-Zrobię, bo też ją kocham
-Dzięki-wyszłam i wsiadłam do samochodu. Nie mam zamiaru czekać do niedzieli, żeby ocalić Camile. Pojechałam nad jezioro nad które zabierała nas mama. Zaparkowałam samochód i poszłam do lasu. Znalazłam domek. Wyjęłam broń i weszłam do środka. Wchodziłam do każdego pomieszczenia. W żadnym nikogo nie było. Ostatnie drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam Camile a za nią Luke'a, który przykłada jej nóż do gardła
-Luke-mówiłam przez łzy-Jak mogłeś? Jak mogłeś mi to zrobić? Kurwa jak?
-To nie on-krzyknęła Camila
-Zamknij się-Luke na nią krzyknął
-Przecież to nie Ty.Lucy to był ojciec Rosy. On mnie porwał. Luke zabił go i teraz Rosa się mści. Kazała Luke'owi się z Tobą pokłócić. On chciał mnie uratować
-Widzę, że twoja siostra ma krótki język-Rosa stanęła w drzwiach
-Ty kurwo-chciałam w nią strzelić
-Strzelisz we mnie a ja nacisnę guzik i wszyscy zginiemy. Chcesz zostawić córeczkę. Z tego co mi wiadomo to jest chora. Prawda?
-Odpierdol się od mojej rodziny
-Nie
-Zabij mnie a je wypuść-powiedział Luke
-Jaki dobroczyńca
-Jesteś zwykłą kurwą. Pierdoloną szmatą. Jebaną suką
-Schlebiasz mi. Luke Ty zabijesz swoją koleżaneczkę czy ja mam to zrobić
-Nigdy tego nie zrobię
-Jak wolisz-Rosa wycelowała we mnie
-Nie-krzyknął Luke i chwile później stał przede mną. Osłonił mnie własnym ciałem
-Luke-kucnęłam przy nim
-Przepraszam Lu. Masz fajną córkę-łzy spływały po moich policzkach-Kocham Cię
-Ja Ciebie też
-Już się tak nad nim nie użalaj-wstałam. Podeszłam do niej. Kopnęłam ją w rękę tak żeby ten cały pieprzony pilot wyleciał jej z dłoni. Cam szybko go wzięła. Uderzyłam ją i chwyciłam za broń. Postrzeliłam ją w brzuch. Upadła na ziemię
-Jak się czujesz suko
-Przepraszam. Ja naprawdę nie chciałam
-Powiem Ci tylko jedno. Bić się nie potrafisz-strzeliłam w jej głowę
-Lucy-powiedział słabo Luke-Przeproś Zayna ode mnie
-Nie zamykaj oczu. Proszę
-Idźcie już
-Nie zostawię Cię
-To raczej ja Ciebie zostawię-zamknął oczy. Umarł ratując mnie i moja siostrę. Camila przytuliła się do mnie. Też płakała
-Nawet nie wiesz jak bardzo cieszę się, że Cię widzę-powiedziała
-Ja też-pocałowałam ją w czoło. Wyszyłyśmy i wsiadłyśmy do samochodu
*Oczami Zayna*
-Kiedy mama przyjedzie?-spytała Darcy
-Już nie długo
-Chodź pobawimy się-powiedział Louis do Darcy
-Dobrze
-Harry dodzwoniłeś się?-spytał Niall
-Nie-ktoś wszedł do domu. Myślałem, że to Lucy ale był to Olivier
-Czego chcesz?-spytałem oschle
-Przeszedłem do Lucy
-Nie ma jej
-Jak to jej nie ma. Przecież była u mnie dziś rano zostawić pieniądze na operację. Zrobiłem jej opatrunek, bo krwawiła
-Jak to krwawiła?
-Była postrzelona w rękę
-Czego od niej chcesz
-Musi podpisać zgodę na operację jaką drugi opiekun
-Gdzie mam podpisać?-spytała Lucy. Stając obok Oliviera. Obok niej stanęła niska blondynka. Obydwie były całe we krwi
-Czyja to krew?-spytała Soph
-Luke'a
-Jak to Luke'a?-momentalnie w oczach Soph zaczęły zbierać się łzy. Lucy podeszła do niej
-Obronił mnie przed strzałem swoim własnym ciałem
-Gdzie on jest?
-Nie żyje-Soph zaczęła płakać. Lucy ją przytuliła-Przepraszam Cię Soph. Tak cholernie Cię przepraszam
-Nie masz za co. Zawsze mówił, że za Tobą to i w ogień by poszedł-Lucy podeszła do mnie a Sopj przytulił Niall
-Zayn-wpadła w moje ramiona-Luke Cię przeprasza za to, że Cię pobił, ale zrobił to, żeby ratować Camile. Ja Ciebie też przepraszam
-Nigdy więcej mi tak nie rób. Rozumiesz-pokiwała głową i wtuliła się we mnie. Ja z całej siły przytuliłem ją do siebie. Tak strasznie się cieszę, że nic jej nie jest
-Gdzie Darcy
-Z Louis'm na górze
-Pójdę wziąć szybki prysznic-poszła na górę. Chwile po niej zeszła Darcy
-Czy mamusia już przyszła? Kto to?-wskazała na blondynkę
-Hej jestem siostrą twojej mamy. Ty pewnie jesteś Darcy-mała pokiwała głową
-Jak masz na imię?
-Camila-Darcy ją przytuliła. Lu zeszła na dół
-Mama-Lucy wzięła mała na ręce-Poznałam ciocię
-Cieszę się-usiadły na kanapie.-Posłuchaj skarbie. Zaraz pojedziemy do szpitala. Tam będziesz miała operację i
-I będę już zdrowa?
-Tak skarbie. Będziesz już zdrowa
-Kocham Cię mamusiu
-Ja Ciebie też-Darcy przytuliła się do mamy. Po policzkach Lucy spłynęły łzy. Szybko je wytarła
-A kto z nami pojedzie?
-To zależy od Ciebie
-Wszyscy
-To pojedziemy wszyscy-powiedział Harry. Wyszliśmy z domu. Ja zabrałam Lucy, Darcy i Camile. Camila siedziała z przodu
-Mamusiu jak wyzdrowieje to pojedziemy do Saff
-Nie wiem spytaj Zayn-Lucy powiedziała łamiącym się głosem
-Oczywiście, że pojedziemy-zaparkowałem przed szpitalem. Poszliśmy za Olivierem. Widziałem coraz większy strach w oczach Lucy. Nigdy nie widziałem jej tak przerażonej. Olivier rozmawiał z dwoma lekarzami
-Lucy to jest doktor, który będzie operował Darcy
-Miło mi Cię poznać
-Jeżeli pan nie uratuje mojej córki to
-Lucy tylko żartuje
*Oczami Lucy*
-Chodź Darcy-powiedział Olivier
-Pa. Skarbie. Zobaczymy się za niedługo-powiedziałam. Po czym ją przytuliłam i pocałowałam w policzek
-Kocham Cię mamusiu
-Ja Ciebie też-Darcy pożegnała się ze wszystkimi i poszła z Olivierem do sali. Ja usiadłam na krześle i zaczęłam płakać
-Zobaczysz wszystko się ułoży-powiedział Zayn i mnie przytulił. Wtuliłam się w niego
Operacja Darcy trwa już cztery godziny. Czemu tak długo. Mam coraz bardziej złe przeczucia. Z sali wyszedł lekarz. Wszyscy poderwali się z krzeseł
-Bardzo mi przykro-powiedział i odszedł. Przede mną stanął ten drugi lekarz
-Olivier reanimował ją prawie dwie godziny. Niestety nie udało się. Twoja córka nie żyje
-Cooooo??-płakałam. Wbiegłam do sali. Olivier stał przy niej i płakał
-Lucy ja przepr
-Zamknij sie-pocałowałam swoją córkę w główkę. Była taka zimna i blada. Moja mała córeczka. Moja Darcy nie żyje. Zayn mnie przytulił. Straciłam Luke'a, wiarę we wszystko, sens życia i Darcy
Taki trochę smutny ten rozdział. Cholera ja sama teraz płaczę. Nawet nie wiem co mam wam napisać. Mam nadzieję, że się na mnie nie gniewacie za ten rozdział.
Kocham Was

Siedzę i ryczę! Nie, to nie może być prawda!!!!! Błagam niech się okaże, że to jakiś cholerny sen Lucy! I jak się zbudzi ze snu to z malutką będzie wszystko dobrze a operacja się powiedzie...
OdpowiedzUsuńJoasia
Nie, nie, nie i jeszcze raz nie! Ja się nie zgadzam na takie rozdziały! Zapowiadam wszem i wobec, że nie w tym momencie zaprzestaję czytania Twoich blogów (zresztą tak jak już to kiedyś zapowiedziałam)
OdpowiedzUsuńBiedna Darcy! Dlaczego?! Siedzę i ryczę! NIE!!!!!!!!
Całuję Lilka ;************
PS pewnie i tak się domyślasz, że to nie prawda, że zaprzestanę czytania Twoim blogów. I masz 100% rację. Nie mogłabym się powstrzymać, żeby tu nie zajrzeć i nie przeczytać co się dalej wydarzy
Nienawidzę takich rozdziałów. Biedna Lucy. Straciła dwie najbliższe osoby. Tak mi jej szkoda. Dobrze, że ma Zayna przy sobie. Nie wiem co mam napisać. Mam nadzieję, że Lucy się jakoś pozbiera i nie zrobi głupiej rzeczy
OdpowiedzUsuńJulka -_-